niedziela, 10 lutego 2013

kultura na co dzień

– Na czym to stanęliśmy, Panie Misiu?
(Pan Młodszy do Misia, który podreptał za nami do kuchni i zatrzymał się dość niefortunnie na stopie Pana). 


czwartek, 7 lutego 2013

Tatry light

Kiedy już udało mi się przedłużyć sobie weekend i wziąć dwa dni wolnego, najpierw okazało się, że Pan Młodszy musi w tym czasie pracować, a potem, że w Tatrach wprowadzony zostaje trzeci stopień zagrożenia lawinowego i zapowiadają opady śniegu i wiatr... Zostawiam zatem chłopaków w mieście, na dodatkowe wakacje wyciągam Monikę, wymarzony wypad do Piątki zamieniam na bezpieczniejsze Tatry Zachodnie w wersji bardzo light: Dolina Kościeliska, nocleg w schronisku na Ornaku, spacer do Smreczyńskiego Stawu, przejście górą, żółtym szlakiem przez Przełęcz Iwaniacką do Doliny Chochołowskiej, powrót do Zakopca. Wystarczająco bezpiecznie, żeby z lawin żartować, wystarczająco wysoko, żeby brodzić w śniegu i uciekać przed ostrym wiatrem i wystarczająco krótko, żeby jeszcze poszaleć obiadowo w Zakopanem. A przede wszystkim  pięknie. Brakowało mi Tatr!

Wypas :)


Dolina Kościeliska










Schronisko na Ornaku


Sypialnie


Górny salon (dla gości śpiących w schronisku)


Jadalnia. W ciągu dnia kłębi się tu dziki tłum spacerowiczów po Dolinie Kościeliskiej, ale od godziny 16 do 10 dnia następnego świeci pustkami




Smreczyński Staw





Ornak we mgle



Dolina Chochołowska


Informacje praktyczne:

Zielony szlak z Kir na Ornak - ok. 1,5 h spaceru z gromadą luda: dzieci na sankach, biegacze, emeryci...

Nocleg w schronisku na Ornaku: 35 zł w pokoju 8-osobowym (dają koce i poszewki, jest na tyle ciepło, że to w zupełności wystarczy).
W schronisku jest bufet, smaczny, ale bez szaleństw:
Fasolka po bretońsku: 11 zł
Placki ziemniaczane (3! małe!): 16 zł
Szarlotka: 6 zł, w wersji zimowej z dodatkami (bita śmietana, skórka pomarańczowa, cynamon etc.): 8 zł. Szarlotka z dużymi kawałkami jabłek, bardzo jabłkowa, lubię taką!
Grzane wino (za słodkie): 10 zł
Uwaga: w schronisku na Ornaku Orange nie ma zasięgu. Warto poinformować o tym bliskich, którzy mogą niepotrzebnie martwić się, że nie odpowiadamy na ich smsy.

Czarny szlak ze Schroniska na Ornaku do Smreczyńskiego Stawu: ok. 30 min w jedną stronę
Żółty szlak ze Schroniska na Ornaku do Doliny Chochołowskiej: 3 h (zimą i po opadach śniegu, latem powinno być ok. 2,5 h)
Zejście Doliną Chochołowską do stacji busów: ok. 1 h (chociaż ma się wrażenie, że dużo dłużej, Dolina Kościeliska jest jednak dużo bardziej malownicza od Chochołowskiej)

niedziela, 3 lutego 2013

Stare Wierchy w śniegu i we mgle

Tym razem weekendowy wyjazd nie zakładał eksperymentów. Stare Wierchy to pewniak. Wiadomo, że miejsce jest klimatyczne, gospodarze sympatyczni, żarcie dobre i trzeba mieć pecha, żeby pobyt tam się nie udał. Ponieważ wracaliśmy tam już po raz kolejny, zdecydowaliśmy się podejść do schroniska szlakiem innym niż zazwyczaj. Do tej pory raczej wchodziliśmy na Stare Wierchy niebieskim szlakiem z Obidowej albo czerwonym z Rabki. Tym razem postanowiliśmy trochę urozmaicić wypad i podejść do schroniska od strony północnej. Dojechaliśmy zatem do Koninek za Porębą Wielką (ok. 1,5 h z Krakowa), tam koło sklepu Delfinek zostawiliśmy samochód i weszliśmy na zielony szlak na Obidowiec, wiodący przez Tobolczyk. To mało ambitne przewyższenie jak by je pewnie nazwał jakiś autor przewodników górskich, wymaga jednak godzinnego podejścia po całkiem konkretnym stoku. Deszcz, który towarzyszył nam jeszcze w Koninkach, stopniowo zmienił się w śnieg, ale pejzaż był tego dnia trochę wiosenny.


Nie wiem, czy odważę się przejść tę trasę o innej porze roku: szlak nieustannie przecina się z fragmentami trasy Koninki Gravity Park, czyli rowerowej skoczni. Teraz było spokojnie, ale wiosną/latem bałabym się kolizji Misia z fruwającym rowerzystą... no i na pewno będzie tam wtedy dużo więcej ludzi, co też właścicieli psa niekoniecznie cieszy. Ale teraz nie było tak źle. Poniżej widok z głównej skoczni rowerowej. Ciężkie te chmury wiszące od miesiąca nad południową Polską...


Na Tobolczyku trzeba jeszcze minąć dwa stoki narciarskie, nie zgubić szlaku, a potem jest już łagodny gorczański szczyt, las i bardzo przyjemna droga. Nie nacieszyliśmy się nią zbyt długo, bo zaraz zaczęła nas doganiać mgła...



W tej sytuacji zrezygnowaliśmy z wchodzenia na Obidowiec. Zboczyliśmy na ścieżkę edukacyjną, która omijając szczyt Obidowca, prowadzi na czerwony szlak do schroniska. I już za chwilę byliśmy na Starych Wierchach.


Pokój to tradycyjnie dwójka, tym razem jest wyjątkowo duża. Chłopcy potrzebowali chwili odpoczynku...


Nie mam żadnych zdjęć z jadalni, ale w związku z imprezą integracyjną, która zajęła salę główną, siedzieliśmy w sali bocznej. Po czterogodzinnym podejściu do schroniska czuliśmy się oboje tak wygłodniali, że zamówiliśmy po schabowym w zestawie z ziemniakami i surówką. Schabowy zacny (chociaż ja dużo czulej wspominam tego z Wierchomli  i to nie tylko za rozmiar, bo ten na Starych Wierchach był równie pokaźny, ale ten smak!), zestaw surówek buraczki + ogórek konserwowy co prawda nie wszystkich uszczęśliwia, ale jak człowiek głodny, to nie marudzi. Szarlotka na półkruchym cieście, bardzo cynamonowa i baaaaaardzo jabłeczna, przykryta bitą śmietaną i syropem truskawkowym jest bardzo dobra. Gdyby jeszcze była podgrzana, byłaby wybitna...


Łapiemy się też na „moskole”, których nie ma w oficjalnym menu schroniska. Przygotowane są na specjalne zamówienie, tym razem wyjazdu integracyjnego. Moskole to placki pieczone na piecu, prawie jak podpłomyki, które kupujemy podczas pobytu na Niemcowej i potem pieczemy je na piecu z dodatkiem sera, warzyw i co tam mamy. Tym razem, z braku dostępu do pieca, jemy je w wersji na gorąco i „saute”.


Potem jeszcze po piwku (niestety, do wyboru tylko Tyskie i Żywiec) i wszyscy się relaksujemy :)


Na drugi dzień rano wita nas taki widok z okna...


Wieje wiatr, sypie śnieg. W tej sytuacji nie decydujemy się wchodzić na Turbacz i stamtąd schodzić do Koninek; będziemy wracać tą samą drogą, którą przyszliśmy do schroniska.

Jeszcze ostatni rzut okiem na Stare Wierchy...


... i wchodzimy na czerwony szlak w stronę Turbacza, z którego zejdziemy na zielony w stronę Tobolczyka.



Trochę boimy się lodu przykrytego cienką warstwą śniegu na stromym odcinku łączącym Tobolczyk z Koninkami, zatem decydujemy się nadłożyć drogi i zejść dużo dłuższą, ale i łagodniejszą drogą rowerową. O tej porze roku spotkać tu można tylko narciarzy na ski-tourach. 




Niestety, musimy przeciąć narciarski stok na Tobolczyku, ale to jedyny minus tej drogi. Pewnie gdybym nią wchodziła na górę, to nie byłabym najszczęśliwsza, ale przy zejściu jest bezpiecznie i malowniczo. 






Informacje praktyczne:

Przejazd Kraków - Koninki: ok. 1,5 h

Przejście z Koninek zielonym szlakiem przez Tobołów, prawie do Obidowca i potem ścieżką do czerwonego szlaku: ok. 3 h.
Uwaga dla psiarzy: czerwony szlak z Rabki i niebieski z Obidowej nie wiodą przez teren Gorczańskiego Parku Narodowego. Zielony szlak, którym szliśmy tym razem  owszem.  Park zaczyna się za Koninkami i kończy przed wejściem na czerwony szlak. Spotkany strażnik Parku powiedział nam, że oni zasadniczo mają bardzo tolerancyjne podejście do psów, więc nie dostaliśmy mandatu, ale Miś musiał iść na smyczy.

Nocleg na Starych Wierchach w pokoju 2-osobowym: 30 zł (z pościelą). Przyjmują gości z psami. Ubikacje na parterze, prysznice na piętrze. Pokoje są ciepłe, nasz miał też dobre światło do czytania, ale może nie być kontaktu (myśmy nie mieli, najbliższy w umywalni). Schronisko cały czas się rozbudowuje, więc za jakiś czas oferta może być jeszcze większa.

Schabowy w zestawie: 22 zł
Placek po węgiersku: 23 zł
Jajecznica na boczku: 7 zł 
Szarlotka: 7 zł
Kawa, herbata: 3-4 zł


czwartek, 31 stycznia 2013

my się zimy nie boimy!

My się zimy nie boimy i na spacerki z Misiem chodzimy. Tym razem do Puszczy Niepołomickiej.




 Miś z gracją baletnicy łamiącej prawa grawitacji, wspiera się czubku jednej łapki:


Koniec z bieganiem za patyczkami!