Majówka mija w strugach deszczu, wszędzie pachnie mokrym
psem. Smętna szaruga za oknem. Jeśli też spędzacie ten czas w mieście, przenieście
się w słoneczne pejzaże. Takie jak w „Życiu Pi” Anga Lee.
Książkę Yanna Martela czytałam lata temu i zdążyłam już ją
zapomnieć. Nie zachwyciła mnie wtedy, pewnie dlatego na film
Anga Lee się nie wybierałam, kojarząc go z hasłem „chłopiec na łódce z tygrysem”.
Hasłem nadużywanym, bo chociaż skrótowo opisuje ono sporą część fabuły, to
krzywdzące jest sprowadzanie „Życia Pi” do tego obrazu. Wbrew zapowiedziom, sytuującym film między kinem familijnym a przygodowym, „Życie Pi” mówi też kilka nieprzyjemnych rzeczy o samych ludziach, postawionych w sytuacjach
ekstremalnych. Może stąd niezrozumienie i niedocenienie filmu? Jego strona wizualna jest zachwycająca. Indyjskie dzieciństwo tytułowego bohatera to ciąg
zalanych światłem, ciepłych, orientalnych obrazów, w których dominują piękne zdjęcia zwierząt, nieodzowne, bo rodzice Pi prowadzą ogród zoologiczny. Te
kadry połączone z ciepłym, sympatycznym poczuciem humoru i postacią narratora, dorosłego
Pi (w tej roli Irrfan Khan – świetny wybór reżysera), sprawiają, że oglądamy
film z uśmiechem na twarzy. I tak właściwie może zostać już do końca.
Rodzice Pi zostają zmuszeni do wyjazdu.
Statek, którym płyną ze zwierzętami, łapie sztorm. Na ratunkowej szalupie znajdzie się
zatem i Pi, i tygrys, i jeszcze kilka innych zwierząt. Tę niezwykłą opowieść
można właściwie do ostatnich kadrów oglądać jako perfekcyjnie zrealizowaną, wzruszającą baśń
o chłopcu i zwierzętach zamkniętych na maleńkiej przestrzeni, walczących o
przeżycie. To jest wersja zdarzeń, którą wybrał sam Pi i którą nam opowiada. Ale jest też druga. Ta,
którą wyparł ze świadomości. W tej wersji wydarzenia
zasadniczo pozostają te same, zmieniają się „tylko” bohaterowie: w miejsce
zwierząt musimy sobie podstawić ludzi, którzy wraz z Pi znaleźli się na szalupie ratunkowej.
Wtedy, niczym u braci Grimm, bajka może okazać się zakamuflowaną brutalną,
okrutną opowieścią o walce, jaką musieli stoczyć rozbitkowie, aby przeżyć. Którą opowieść wybierzesz?
„Life of Pi” („Życie Pi”), reż. Ang Lee, 2012.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz