Za każdym razem, kiedy oglądam fotografie zwierząt,
zastanawiam się, jak ludzie to robią? Jak robią te wszystkie zdjęcia, na których
zwierzaki (same lub z właścicielami) wyglądają statecznie i elegancko. Rozumiem
jeszcze sesje studyjne, bo jest nadzieja na to, że pies po godzinie węszenia po kątach postanowi jednak postać chwilę w miejscu, ale zdjęcia w plenerze?
Regularnie pstrykam foty Misiowi na spacerach i koniec końców do użytku
publicznego nadaje się jakiś promil zrobionych fotografii.
No bo na przykład
Miś postanawia udowodnić, że w głębi duszy jest jamnikiem. Albo wężem:
Albo do kangura:
Albo uwieczniony
na zdjęciu wygląda jak potwór, ogarnięty szałem i zagrażający życiu ludzi (no,
obiektywowi na pewno):
Albo bawi się w chowanego
i mamy kadr z cyklu „kto szybciej znajdzie Misia na tym zdjęciu?”:
Czasem w
ujarzmieniu tej energii na potrzeby fotografa bywa przydatny Pan i rezultaty są
całkiem zadowalające:
Ale po chwili i
tak szalone dozio wpada w galop i wraca, zadowolone i... z klepniętymi do tyłu
uszami:
Jak już jakimś
cudem nie wybiegnie z kadru, zmieści się w nim całości, będzie ostry i bez
przerażających większość ludzi póz, to zacznie inochodzić:
W związku z czym
najbezpieczniejsze zdjęcia z Misiem to te, na których snuje się, romantycznie
ukazując swoją smutną stronę, a ja mam nadzieję, że melancholijny pejzaż z drogą uciekającą w głąb
kadru jakoś może obroni tę koncepcję:
No bo żeby chciało
mu się stanąć i zapozować, to nigdy w życiu!
Statecznie byłoby nudno i nieadekwatnie. Misiu z obłędem w oczach jest najlepszy :) :)
OdpowiedzUsuńuch, no to cieszę się, że Misiu w wydaniu wścieklicowym ma więcej fanów niż tylko ja i Pan Młodszy :D
Usuń